CoDziennik #9

Witam Was bardzo cieplutko w dzisiejszym CoDzienniku :) Ostatnio zauważyłyśmy, że jeśli wstawiamy post na drugi dzień to znaczy, że poprzedni był bardzo udany :D Zapraszam! ♥

    Obudziło mnie dzwonienie do drzwi i szczekanie psa. Zaspana nie wiedziałam co się dzieje i próbowałam dalej spać. Usłyszałam głośne kroki mojego ojczyma, który szedł otworzyć drzwi. Po chwili w całym domu rozległ się donośny głos dziadka oraz dźwięk kilku szeleszczących reklamówek. Chwyciłam telefon i odpisałam na wiadomość od chłopaka, nawet nie sprawdzając godziny.
    Poranek zleciał mi na przeglądaniu Facebooka i Instagrama. Około godziny 10 poszłam się umyć i zrobić śniadanie: owsianka z bananem i czekoladą. Do tego woda z cytryną i tofelek (kocham tofelki). Włączyłam komputer, Zrobiłam porządek w zeszycie na zamówienia. Pograłam w simsy i napisała do mnie Liv. Umówiłyśmy się, ale musiałam jeszcze czekać na obiad. Spotkałyśmy się jakoś przed godziną 14:00, poszłyśmy na pocztę i i wróciłyśmy do mnie. Przeglądałyśmy inne blogi, a później miałyśmy iść do cukierni, ale się rozpadało i siedziałyśmy u Liv i bawiłyśmy się z kotem. Przestało padać i poszłyśmy do McDonalda. Siedziałyśmy w rogu, jadłyśmy i gadałyśmy. Potem poszłyśmy do jej mieszkania i grałyśmy na gitarze do 22. Weszłam do domu i dostałam szoku. Zaczepił mnie dawno niewidziany kolega mamy, którego uwielbiałam jak byłam mała. Wyprzytulał mnie i gadaliśmy, aż nagle do pokoju weszła koleżanka mamy i powiedziała, że chciałaby odkupić mój namalowany farbami  przeze mnie obrazek. Wszystkim się bardzo spodobał, ale tak naprawdę mógł być dużo lepszy. Wyszli, wzięłam gitarę i zaczęłam grać, ale chwilę później przyszedł drugi kolega mamy, bez słowa zabrał gitarę i zaczął grać. 
    Grał tak dobrą godzinę, po czym wszyscy wyszli a ja poszłam spać. 

Komentarze