CoDziennik #8
Witam Was bardzo serdecznie w 8 części CoDziennika, czas leci nieubłaganie i tak oto z początków naszego bloga zrobiła się regularna seria. Ostatnio doszłyśmy do wniosku, że poruszanie się między wpisami jak i trafienie na naszego bloga jest mało rezultatywne i trudne. Wyświetlenia pod wpisami wariują i chyba nie działają za dobrze, przez co nie wiemy nawet ile osób tak naprawdę czyta to co piszemy, a nie chciałybyśmy robić tego na marne. Tutaj pojawia się prośba do Was. Jeśli czytacie ten wpis CoDziennika dajcie znać w komentarzu, choćby anonimowo i napiszcie cokolwiek... Choćby miały być to 2 osoby będziemy kontynuować pisanie.
Druga sprawa, którą muszę poruszyć to zbliżający się wielkimi krokami konkurs, w którym do zgarnięcia będą naprawdę niczego sobie nagrody. Jedyne co musicie zrobić by konkurs się odbył to dodanie komentarza, o którym wspomniałam wyżej.
Nie będę już przedłużać i przejdę do mojego dnia :D
Ta noc nie należała do najlżejszych, długo nie mogłam zasnąć i czułam się tak źle jakbym miała umrzeć, a w ostateczności przespałam może ze 2 godziny. Obudziłam się o 4:28 i czułam się jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł z powrotem na łóżko. Leżałam tak przez jakąś godzinę aż udało mi się usnąć. Kompletnie nie pamiętam, o której obudziłam się już ostatecznie, ale też było dość wcześnie.
Ranek zleciał mi dokładnie tak samo jak codziennie z tym tylko wyjątkiem, że czułam się tragicznie i więcej leżałam. Do południa malowałam obraz farbami akrylowymi i słuchałam muzyki, później zjadłam obiad. Ten dzień zapowiadał się dość słabo. Nie dość, że nie działo się nic ciekawego to w dodatku źle się czułam. Już miałam wrócić do malowania gdy dostałam wiadomość od mojego przyjaciela i postanowiłam zakończyć sprawę, która ciągnęła się przez ostatni miesiąc i nie dawała mi spokoju. W tym momencie najprawdopodobniej zakończyła się moja wieloletnia przyjaźń. Przez całe moje życie przewijały się niewłaściwe osoby, które przychodziły i odchodziły. Jednak w tym przypadku zupełnie się tego nie spodziewałam.
Zacznę od początku. Grono moich najbliższych przyjaciół tworzyły 3 osoby, jedną jest Oliwia (Blume), z którą przyjaźnię się od czasów podstawówki, drugą mój przyjaciel Michał, który bardzo mi pomógł w życiu i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Trzecią osobą była Natalia, z nią przyjaźniłam się najdłużej, bawiłyśmy się razem w czasach, których nawet nie pamiętam. Niestety ludzie się zmieniają i w tym przypadku nie była to zmiana na lepsze. Coraz częściej powstawały między nami kłótnie, a cała przyjaźń polegała na wykorzystywaniu mojej osoby i zazdrości. Mimo, że to ja ciągnęłam tą przyjaźń na siłę choć od dawna powinnam ją przerwać i spodziewałam się, że taki moment nadejdzie. Nie myślałam, że tak szybko.
Chcąc zapomnieć o wydarzeniach tego dnia, wyszłam o 18 z Blume na spacer. Jadłyśmy ciastka i chrupki wspominając początki naszej przyjaźni i rozmawiałyśmy na różne tematy do późna. W pewnym momencie naszą uwagę zwróciła dziwna, wielka, czerwona gwiazda? Wpatrywałyśmy się w nią i zastanawiałyśmy się co to może być i dlaczego jest czerwone. Później stwierdziłyśmy, że księżyc też jest dzisiaj wyjątkowo żółty i duży. Doszłyśmy do drogi, przy której zwykle rozchodzimy się do domów i stwierdziłyśmy, że przejdziemy się jeszcze kawałek. Skręciłyśmy w jedną z ciemnych uliczek i szłyśmy przed siebie gdy nagle tuż przed nami na niebie pojawiło się coś wielkiego i świecącego. Myślałyśmy, że to dron albo coś w tym rodzaju, jednak gdy zobaczyłyśmy ciąg dalszy wiedziałyśmy, że to SPADAJĄCA GWIAZDA. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś piękniejszego. Była ogromna i leciała bardzo szybko zostawiając za sobą iskry i promienie światła. Wyglądało to mniej więcej jak gwiazda betlejemska z kartek świątecznych. W pewnym momencie podzieliła się na dwie części i na niebie pojawił się błysk, następnie rozsypała się na mnóstwo malutkich kawałeczków, które zleciały w dół razem z iskrami. Wiedziałam już, że to najpiękniejsze sekundy mojego życia. Dosłownie zaparło nam dech w piersiach, a Blume nawet zaczęły trząść się ręce. Postanowiłyśmy zostać jeszcze chwilę na zewnątrz i pooglądać niebo. Poszłyśmy na pobliski orlik i położyłyśmy się na tej sztucznej trawie z gumkami, zauważyłyśmy jeszcze kilka spadających gwiazd, a niebo było tak piękne jak nigdy. Pewnie zostałybyśmy dłużej gdyby nie krwiożercze komary walczące o naszą krew. Ostatecznie przegrałyśmy tę walkę i wróciłyśmy do domu, z nadzieją że spełnią się życzenia, które wypowiadałyśmy podczas spadania gwiazd. Ta noc była magiczna i wierzę, że nie widziałyśmy tego przez przypadek, ale tak po prostu miało być. Tak i wam życzę spełnienia wszystkich waszych marzeń i żeby w waszym życiu było jak najwięcej magii.
~Liv
Druga sprawa, którą muszę poruszyć to zbliżający się wielkimi krokami konkurs, w którym do zgarnięcia będą naprawdę niczego sobie nagrody. Jedyne co musicie zrobić by konkurs się odbył to dodanie komentarza, o którym wspomniałam wyżej.
Nie będę już przedłużać i przejdę do mojego dnia :D
Ta noc nie należała do najlżejszych, długo nie mogłam zasnąć i czułam się tak źle jakbym miała umrzeć, a w ostateczności przespałam może ze 2 godziny. Obudziłam się o 4:28 i czułam się jakby ktoś mnie przeżuł i wypluł z powrotem na łóżko. Leżałam tak przez jakąś godzinę aż udało mi się usnąć. Kompletnie nie pamiętam, o której obudziłam się już ostatecznie, ale też było dość wcześnie.
Ranek zleciał mi dokładnie tak samo jak codziennie z tym tylko wyjątkiem, że czułam się tragicznie i więcej leżałam. Do południa malowałam obraz farbami akrylowymi i słuchałam muzyki, później zjadłam obiad. Ten dzień zapowiadał się dość słabo. Nie dość, że nie działo się nic ciekawego to w dodatku źle się czułam. Już miałam wrócić do malowania gdy dostałam wiadomość od mojego przyjaciela i postanowiłam zakończyć sprawę, która ciągnęła się przez ostatni miesiąc i nie dawała mi spokoju. W tym momencie najprawdopodobniej zakończyła się moja wieloletnia przyjaźń. Przez całe moje życie przewijały się niewłaściwe osoby, które przychodziły i odchodziły. Jednak w tym przypadku zupełnie się tego nie spodziewałam.
Zacznę od początku. Grono moich najbliższych przyjaciół tworzyły 3 osoby, jedną jest Oliwia (Blume), z którą przyjaźnię się od czasów podstawówki, drugą mój przyjaciel Michał, który bardzo mi pomógł w życiu i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć. Trzecią osobą była Natalia, z nią przyjaźniłam się najdłużej, bawiłyśmy się razem w czasach, których nawet nie pamiętam. Niestety ludzie się zmieniają i w tym przypadku nie była to zmiana na lepsze. Coraz częściej powstawały między nami kłótnie, a cała przyjaźń polegała na wykorzystywaniu mojej osoby i zazdrości. Mimo, że to ja ciągnęłam tą przyjaźń na siłę choć od dawna powinnam ją przerwać i spodziewałam się, że taki moment nadejdzie. Nie myślałam, że tak szybko.
Chcąc zapomnieć o wydarzeniach tego dnia, wyszłam o 18 z Blume na spacer. Jadłyśmy ciastka i chrupki wspominając początki naszej przyjaźni i rozmawiałyśmy na różne tematy do późna. W pewnym momencie naszą uwagę zwróciła dziwna, wielka, czerwona gwiazda? Wpatrywałyśmy się w nią i zastanawiałyśmy się co to może być i dlaczego jest czerwone. Później stwierdziłyśmy, że księżyc też jest dzisiaj wyjątkowo żółty i duży. Doszłyśmy do drogi, przy której zwykle rozchodzimy się do domów i stwierdziłyśmy, że przejdziemy się jeszcze kawałek. Skręciłyśmy w jedną z ciemnych uliczek i szłyśmy przed siebie gdy nagle tuż przed nami na niebie pojawiło się coś wielkiego i świecącego. Myślałyśmy, że to dron albo coś w tym rodzaju, jednak gdy zobaczyłyśmy ciąg dalszy wiedziałyśmy, że to SPADAJĄCA GWIAZDA. Nigdy w życiu nie widziałam czegoś piękniejszego. Była ogromna i leciała bardzo szybko zostawiając za sobą iskry i promienie światła. Wyglądało to mniej więcej jak gwiazda betlejemska z kartek świątecznych. W pewnym momencie podzieliła się na dwie części i na niebie pojawił się błysk, następnie rozsypała się na mnóstwo malutkich kawałeczków, które zleciały w dół razem z iskrami. Wiedziałam już, że to najpiękniejsze sekundy mojego życia. Dosłownie zaparło nam dech w piersiach, a Blume nawet zaczęły trząść się ręce. Postanowiłyśmy zostać jeszcze chwilę na zewnątrz i pooglądać niebo. Poszłyśmy na pobliski orlik i położyłyśmy się na tej sztucznej trawie z gumkami, zauważyłyśmy jeszcze kilka spadających gwiazd, a niebo było tak piękne jak nigdy. Pewnie zostałybyśmy dłużej gdyby nie krwiożercze komary walczące o naszą krew. Ostatecznie przegrałyśmy tę walkę i wróciłyśmy do domu, z nadzieją że spełnią się życzenia, które wypowiadałyśmy podczas spadania gwiazd. Ta noc była magiczna i wierzę, że nie widziałyśmy tego przez przypadek, ale tak po prostu miało być. Tak i wam życzę spełnienia wszystkich waszych marzeń i żeby w waszym życiu było jak najwięcej magii.
~Liv
Komentarze
Prześlij komentarz