CoDziennik #4
Obudziło mnie coś dziwnego, czego do tej pory nie znałam. Uczucie miękkiej wibrującej poduszki pod głową- kot... Nie miałam pojęcia jak znalazł się na mojej poduszce i kiedy to nastąpiło, a tym bardziej jak wytrzymał moje leżenie na nim. W każdym bądź razie było mi wygodnie i ciepło, zastanawiałam się w jaki sposób obudzi mnie jutro bo przecież codziennie znajduje inny sposób i coraz to wcześniejszą godzinę. No tak godzina! Spojrzałam na telefon, 6:28. Nasunęło mi się tylko jedno pytanie ,,Boże dlaczego?,,. Wszyscy jeszcze spali, więc i ja zostałam w łóżku słuchając muzyki i oglądając filmiki na YouTubie, aż zasnęłam.
Gdy obudziłam się po raz drugi było już kilka minut po 9, wszyscy w rodzinie później ze zdecydowaniem stwierdzili, że spałam najdłużej, a tak na prawdę to ja byłam pierwsza i gdy wszyscy spali mordowałam godzinę nudne filmiki. Wygłaskałam, wycałowałam i wyprzytulałam porządnie mojego conocnego, wiernego towarzysza snu, który nadal spał obok udając poduszkę i zaczęłam odkopywać się z poplątanej między nogami pościeli, gdy do pokoju weszła mama.
- O widzę, że już nie śpicie. Co chcecie na śniadanie? - zapytała.
- Mam straaaszną ochotę na kakao i w sumie może być jakaś kanapka, a kot chyba woli pospać dłużej. - odpowiedziałam po czym zawinęłam się z powrotem w pościel i zaczęłam oglądać serial.
Wstałam z łóżka do piero po skończeniu odcinka serialu i zjedzeniu śniadania. Pomalowałam się szybko, poprawiłam potargane włosy i ubrałam na siebie sukienkę, która jest dobrą opcją na brak weny modowej gdyż zapełnia i górną i dolną część garderoby. Napisałam na Messengerze do Blume w celu ustalenia godziny dzisiejszego spotkania i ostatecznie po długim narzekaniu na to jak bardzo nie mamy co robić w tej dziurze, spotkałyśmy się około 12:20. Pochodziłyśmy chwilę po naszym nudnym miasteczku szukając przy okazji jakiegokolwiek otwartego w niedzielę niehandlową sklepu, w którym będę mogła znaleźć gumy do żucia, od których jestem uzależniona. To jeszcze bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że mieszkamy w jakiejś ,,średniowiecznej wiosce,, W ten sposób wylądowałyśmy w jedynym miejscu ratującym to miasto, czyli w McDonaldzie. Zamówiłyśmy średnie frytki i coś do picia, chyba pierwszy raz w życiu dostałam normalnego shake'a truskawkowego, a nie mieszankę wszystkich smaków. Zajęłyśmy stolik i posiedziałyśmy chwilę, po czym jak zawsze wylądowałyśmy u Blume w domu.
Chciałyśmy założyć zeszyt, w którym mogłybyśmy rozpisać pomysły na wpisy na bloga, w tym celu Blume wygrzebała skądś swój stary zeszyt od edukacji dla bezpieczeństwa i wyrwałyśmy z niego zapisane już kartki. Stwierdziłyśmy jednak, że zeszyt jest brzydki i podpisany więc włączyłyśmy swoje artystyczne dusze na najwyższy poziom i stworzyłyśmy farbami nową okładkę. Gdy poczułyśmy się już jak Picasso, zachciało nam się świeżego powietrza i trafiłyśmy na rynek naszego miasteczka gdzie aktualnie spędzała czas rodzinka Blume, chciałyśmy usiąść niezauważone na ławce gdy nagle zleciały się dzieci, dzieci znajomych, znajome dzieci dzieci i bawiące się w pobliżu dzieci.
Po powrocie do domu uświadomiłam sobie, że od jakiegoś czasu wolę spędzać czas wśród dzieci niż dorosłych i lepiej się z nimi dogaduję. Dzieci mają swój własny, beztroski świat i potrafią cieszyć się najmniejszymi głupotami, czego zdecydowanie brakuje dorosłym.
Na ożywienie całej tej historii mojego ,,niesamowitego,, dnia mogę dodać anegdotkę z dnia wczorajszego, a natomiast odwiedzili nas goście, z którymi dawno się nie widzieliśmy i pierwszą uwagą mojej cioci było to, że przytyłam na co moja kochana babcia, a zarazem mistrzyni taktu odpowiedziała, krótko... że ZMĘŻNIAŁAM? Nie wiem czy mam się śmiać czy bać!
~Liv
Gdy obudziłam się po raz drugi było już kilka minut po 9, wszyscy w rodzinie później ze zdecydowaniem stwierdzili, że spałam najdłużej, a tak na prawdę to ja byłam pierwsza i gdy wszyscy spali mordowałam godzinę nudne filmiki. Wygłaskałam, wycałowałam i wyprzytulałam porządnie mojego conocnego, wiernego towarzysza snu, który nadal spał obok udając poduszkę i zaczęłam odkopywać się z poplątanej między nogami pościeli, gdy do pokoju weszła mama.
- O widzę, że już nie śpicie. Co chcecie na śniadanie? - zapytała.
- Mam straaaszną ochotę na kakao i w sumie może być jakaś kanapka, a kot chyba woli pospać dłużej. - odpowiedziałam po czym zawinęłam się z powrotem w pościel i zaczęłam oglądać serial.
Wstałam z łóżka do piero po skończeniu odcinka serialu i zjedzeniu śniadania. Pomalowałam się szybko, poprawiłam potargane włosy i ubrałam na siebie sukienkę, która jest dobrą opcją na brak weny modowej gdyż zapełnia i górną i dolną część garderoby. Napisałam na Messengerze do Blume w celu ustalenia godziny dzisiejszego spotkania i ostatecznie po długim narzekaniu na to jak bardzo nie mamy co robić w tej dziurze, spotkałyśmy się około 12:20. Pochodziłyśmy chwilę po naszym nudnym miasteczku szukając przy okazji jakiegokolwiek otwartego w niedzielę niehandlową sklepu, w którym będę mogła znaleźć gumy do żucia, od których jestem uzależniona. To jeszcze bardziej utwierdziło nas w przekonaniu, że mieszkamy w jakiejś ,,średniowiecznej wiosce,, W ten sposób wylądowałyśmy w jedynym miejscu ratującym to miasto, czyli w McDonaldzie. Zamówiłyśmy średnie frytki i coś do picia, chyba pierwszy raz w życiu dostałam normalnego shake'a truskawkowego, a nie mieszankę wszystkich smaków. Zajęłyśmy stolik i posiedziałyśmy chwilę, po czym jak zawsze wylądowałyśmy u Blume w domu.
Chciałyśmy założyć zeszyt, w którym mogłybyśmy rozpisać pomysły na wpisy na bloga, w tym celu Blume wygrzebała skądś swój stary zeszyt od edukacji dla bezpieczeństwa i wyrwałyśmy z niego zapisane już kartki. Stwierdziłyśmy jednak, że zeszyt jest brzydki i podpisany więc włączyłyśmy swoje artystyczne dusze na najwyższy poziom i stworzyłyśmy farbami nową okładkę. Gdy poczułyśmy się już jak Picasso, zachciało nam się świeżego powietrza i trafiłyśmy na rynek naszego miasteczka gdzie aktualnie spędzała czas rodzinka Blume, chciałyśmy usiąść niezauważone na ławce gdy nagle zleciały się dzieci, dzieci znajomych, znajome dzieci dzieci i bawiące się w pobliżu dzieci.
Po powrocie do domu uświadomiłam sobie, że od jakiegoś czasu wolę spędzać czas wśród dzieci niż dorosłych i lepiej się z nimi dogaduję. Dzieci mają swój własny, beztroski świat i potrafią cieszyć się najmniejszymi głupotami, czego zdecydowanie brakuje dorosłym.
Na ożywienie całej tej historii mojego ,,niesamowitego,, dnia mogę dodać anegdotkę z dnia wczorajszego, a natomiast odwiedzili nas goście, z którymi dawno się nie widzieliśmy i pierwszą uwagą mojej cioci było to, że przytyłam na co moja kochana babcia, a zarazem mistrzyni taktu odpowiedziała, krótko... że ZMĘŻNIAŁAM? Nie wiem czy mam się śmiać czy bać!
~Liv
Komentarze
Prześlij komentarz