CoDziennik #16
Dzisiejszy poranek spędziłam u weterynarza, mój kociak musiał dokończyć leczenie i już czuje się coraz lepiej. Wysiedziałam się tam jak głupia i gdy już byłam pierwsza w kolejce, jakiś mężczyzna wleciał z hukiem do środka i oznajmił, że musi być pierwszy bo jego królik rodzi. Siedziałam wśród tłumów ludzi i robiło mi się niedobrze od zapachu mokrych po deszczu, smarkających, charczących, plujących, rzygających psów. Wiem, że biedne zwierzaki są chore dlatego nie jestem w żaden sposób zgorszona bo wkoncu to klinika weterynaryjna, ale najzwyczajniej w świecie było mi już niedobrze. Rodzący na sali obok królik darł się w niebogłosy i płakał jak niemowlę, każda nowa osoba wchodząca na poczekalnie pytała co to za dziecko płacze.
Resztę dnia spędziłam u rodzinki, już koło 10 ciocia dała mi znać żebym podeszła pod przystanek bo czekają w samochodzie. Do domu wróciłam jakoś koło 20. Przez cały dzień opiekowałam się 5 małych dzieci najlepiej jak tylko potrafiłam, starając się żeby nie doszło do żadnej tragedii co było praktycznie niemożliwe z tak niegrzecznymi dzieciakami, które się biły, wyzywały, wszystko niszczyły i uciekały z domu. W każdej wolnej chwili między niańczenie dzieci siedziałam z ciocią w pracowni i pracowałam nad nowym wzorem geometrycznego jelenia. Glina to tak niewdzięczny materiał... Po przerwie na obiad pochodziłam po polu i najadłam się malin i winogron, z którymi z resztą wróciłam do domu. Momenty ciszy na ogromnym polu przerwała wyprawa na ognisko, zebrało się tyle osób, że nie jestem w stanie zliczyć ile tak naprawdę nas było. Siedzieliśmy na kocach przed ogniskiem, jedliśmy, opowiadaliśmy sobie różne historie, jak na wszystkich spotkaniach rodzinnych. Z lewej strony był las, z prawej łąka, przed nami pole, a za nami podstawowy zarys ceglanego domku w trakcie budowy. Typowa wieś, na której czułam się dobrze i bardziej prawdziwie. Mam na myśli fakt, że na wsi nie ma nic z wyjątkiem pól, lasów, sadów itp, ludzie bawią się tam zupełnie inaczej i ogarnizuja czas bazując na naturze, w mieście natomiast ludzie siedza w galeriach, klubach, kawiarniach. Nasze miasto nie jest tak naprawdę ani wsią bo natura tu wymiera i dzieci bawią się tylko w domach, a do miasta to tutaj jeszcze dużo brakuje. Dlatego na prawdziwej wsi czułam tą prawdziwość miejsca i ludzi.
Całą imprezę skończyliśmy wcześnie ze względu na małe dzieci i atak komarów, po powrocie do domu dowiedziałam się, że mój tata przyjechał zza granicy i mam się z nim jutro spotkać, zobaczymy co z tego wyniknie. Teraz jest godzina 23:03 i jestem tak zmęczona, że ledwo już piszę, po opublikowaniu wpisu odrazu idę spać.
~Liv
Resztę dnia spędziłam u rodzinki, już koło 10 ciocia dała mi znać żebym podeszła pod przystanek bo czekają w samochodzie. Do domu wróciłam jakoś koło 20. Przez cały dzień opiekowałam się 5 małych dzieci najlepiej jak tylko potrafiłam, starając się żeby nie doszło do żadnej tragedii co było praktycznie niemożliwe z tak niegrzecznymi dzieciakami, które się biły, wyzywały, wszystko niszczyły i uciekały z domu. W każdej wolnej chwili między niańczenie dzieci siedziałam z ciocią w pracowni i pracowałam nad nowym wzorem geometrycznego jelenia. Glina to tak niewdzięczny materiał... Po przerwie na obiad pochodziłam po polu i najadłam się malin i winogron, z którymi z resztą wróciłam do domu. Momenty ciszy na ogromnym polu przerwała wyprawa na ognisko, zebrało się tyle osób, że nie jestem w stanie zliczyć ile tak naprawdę nas było. Siedzieliśmy na kocach przed ogniskiem, jedliśmy, opowiadaliśmy sobie różne historie, jak na wszystkich spotkaniach rodzinnych. Z lewej strony był las, z prawej łąka, przed nami pole, a za nami podstawowy zarys ceglanego domku w trakcie budowy. Typowa wieś, na której czułam się dobrze i bardziej prawdziwie. Mam na myśli fakt, że na wsi nie ma nic z wyjątkiem pól, lasów, sadów itp, ludzie bawią się tam zupełnie inaczej i ogarnizuja czas bazując na naturze, w mieście natomiast ludzie siedza w galeriach, klubach, kawiarniach. Nasze miasto nie jest tak naprawdę ani wsią bo natura tu wymiera i dzieci bawią się tylko w domach, a do miasta to tutaj jeszcze dużo brakuje. Dlatego na prawdziwej wsi czułam tą prawdziwość miejsca i ludzi.
Całą imprezę skończyliśmy wcześnie ze względu na małe dzieci i atak komarów, po powrocie do domu dowiedziałam się, że mój tata przyjechał zza granicy i mam się z nim jutro spotkać, zobaczymy co z tego wyniknie. Teraz jest godzina 23:03 i jestem tak zmęczona, że ledwo już piszę, po opublikowaniu wpisu odrazu idę spać.
~Liv
Komentarze
Prześlij komentarz