CoDziennik #15

     Od początku wakacji czekałam na ten jeden, jedyny dzień, który nadszedł właśnie wczoraj. A mianowicie przyjechał do mnie mój chłopak na parę dni (kto czytał fakty, ten wie). Zadzwonił mój budzik, który mówił, że jest już 5:30. O 6:57 miałam busa do Krakowa. Jechałam, jechałam i dojechałam. No i czekam pół godziny. W końcu dostałam od niego wiadomość, że też już jest ale w innym miejscu. Stoję, czekam aż mnie znajdzie. W międzyczasie podszedł do mnie jakiś pan i pytał mnie o drogę na rynek. Wiedziałam jak dojść, ale nie wiedziałam jak mam wytłumaczyć. Zupełnie się pogubiłam w tym, co mówiłam, dlatego machnął ręką i podszedł do jakiegoś chłopaka. W pewnym momencie zobaczyłam go. Pobiegłam się przywitać rzucając mu się w ramiona. Weszliśmy do galerii, gdzie zostawił swoją torbę. Pochodziliśmy trochę, zjedliśmy i poszliśmy na busa na 14:20. W trakcie drogi oboje spaliśmy. Dojechaliśmy do mnie koło 17. Poszliśmy do domu i włączyliśmy jakiś film na komputerze i zjedliśmy zupę pomidorową. Znudził nam się i postanowiliśmy posłuchać muzyki. Zachciało nam się spać, więc poszliśmy się wykąpać i spać.

Komentarze