CoDziennik #14
Hejka wszystkim, nie jestem pewna czy to widać, ale naprawdę się staram żeby moje wpisy były choć trochę zdatne do czytania. Czasem jednak zupełnie nie wiem co napisać, nie mówię tu o tym jak nudne mam życie i nie ma co pisać bo nic się nie dzieje. Chodzi mi bardziej o to, że czasem nie wiem co mam Wam powiedzieć bo nie chcę kłamać, ani z kolei mówić czegoś w stylu ,,życie jest złe, wszystko jest beznadziejnie,,. Po prostu czasem tak właśnie czuje się każdy z nas i nie ma po co o tym pisać. Z racji, że nie będę Was oszukiwać, ani opowiadać o swoich problemach...Dzisiejsza forma CoDziennika będzie wyglądała trochę inaczej, Zobaczcie sami :D
Za mną kolejna nieprzespana noc, mój kot się pochorował i wymiotował... Świetnie, trzeba będzie odwiedzić weterynarza. Wstałam z łóżka, załatwiłam wszystko co miałam załatwić i czekałam w nerwach na korki, po których miałam iść z kotem do weterynarza. Przez zaplanowane korepetycje musiałam wstać wcześniej, ogarnąć się, posprzątać i przygotować pokój, odrobić zadania i wstrzymać się z pójściem do weterynarza. W skrócie psuły one cały mój ranek i część dnia. Żeby było jeszcze bardziej kolorowo i radośnie moja korepetytorka w ostatniej chwili, kilka minut przed spotkaniem odwołała je ze względu na konieczność pozałatwiania ważnych spraw. Szkoda, że nie napisała tego wcześniej to może i mnie udało by się załatwić ważne sprawy.
Po 13 poszłyśmy z Blume do weterynarza, w sumie bardzo pomogła mi to wszystko ogarnąć i nie wiem czy dałabym z tym radę sama. Było bardzo dużo ludzi i nie chciałam czekać tam tyle z kotem i go męczyć, postanowiłyśmy wrócić po przerwie i do tego czasu chodziłyśmy po mieście, siedziałyśmy w domu. Byle jakoś zabić ten cholerny czas. Gdy nadeszła 16 poszłyśmy zająć miejsce, ale jak się okazało byłyśmy pierwsze więc wróciłyśmy po kota. Po chwili oczekiwania zaczęło się badanie...I przysięgam, że lepiej nie wdawać się w szczegóły. Mój dzielny kociak dostał tabletkę i aż 5 zastrzyków, przy czym tylko trochę powarczał na panią weterynarz czując naturę tygrysa i raz wyrwał się przy ostatnim zastrzyku. Jak dla mnie poradził sobie lepiej niż ja. Byłam tak zdenerwowana, że cała się telepałam i w dodatku musiałam go trzymać i na to wszystko patrzeć... Nie wiem jakim cudem nie zemdlałam bo takie widoki zawsze doprowadzają mnie do utraty przytomności. Po wszystkim wróciliśmy do domu z dokładnymi instrukcjami co i jak robić dalej, a my z Blume musiałyśmy udać się jeszcze w jedno miejsce i coś załatwić.
Po powrocie do domu czekała mnie jeszcze awantura, co u nas jest dość normalne. Jak zwykle jestem beznadziejna i wszystko robię źle, a każdy najmniejszy, zły drobiazg na tym świecie to moja wina. Nawet trochę mnie to bawi więc chyba wszystko dobrze. Teraz o godzinie 23:40 piszę ten fragment i stwierdziłam, że drobną rekompensatą mojego nudnego wpisu będzie przedpremierowy, króciutki fragment mojej nowej książki ,,The end- story of my death,, zamieszczony niżej. Mam nadzieję, że was zaintryguje. Pozdrawiam ciepło :*
~Liv
,,Zastanawialiście się kiedyś ilu rzeczy nie widzimy, a może nie chcemy widzieć? Co gdyby wszystkiego można było uniknąć, co gdyby odebrać wszystkie sygnały i połączyć wszystkie fakty w porę? Jeśli w tym przypadku jest jakaś szansa na naprawienie błędów to musi to być nie popełnienie ich. Nie zabiję czasu, ale co jeśli mogę zabić siebie? [...] Zastanawiałam się jak długo mogę jeszcze wytrzymać z zamkniętymi ustami wiedząc, że wszystko to wcale nie musiało się stać. Gdybym nawet miała zacząć wojnę, zacznę ją to tylko kwestia czasu.,,
Komentarze
Prześlij komentarz