CoDziennik #12
Tak... jest po 11 i ja dodaję teraz wpis z wczoraj. W tym wypadku powód nie był taki jak ostatnio opisywała Blume, czyli nie dlatego wpis nie powstał, że nie miałam czasu bo dzień był udany i wieczorem nie było takiej możliwości, powód jest troszkę inny czego dowiecie się z samego wpisu.
Aa no i godzina... mój sprzęt ostatnio się buntuje, chyba trochę go przegrzewam oglądając seriale w łóżku. :D
Doszłam do wniosku, że nie będę po raz 6 opowiadać Wam mojej codzienności, pobudek i poranków, które różnią się jedynie godziną czy sposobem w jaki się obudziłam. Zwłaszcza, że wczoraj nie działo się nic wartego opisywania. Miałam korepetycje z matematyki, które cholernie się dłużyły i z dwóch godzin robiły się dni... Malowałam trochę, oglądałam serial i załatwiałam ważne sprawy.
Przejdę do wczorajszych wydarzeń z wieczora, około godziny 18 (może trochę po) wyszłam z Bume i chodziłyśmy po różnych sklepach uświadamiając sobie jak niewiele czasu pozostało do zakończenia wakacji, sama nie wiem jak to się stało, ale na pewno nie były to moje najlepsze wakacje. Oglądając te wszystkie przybory i zeszyty uświadomiłam sobie jak ,,stara,, już jestem. Jeszcze nie dawno mogłabym kupić to wszystko, a teraz nie wydaję mi się żeby te rzeczy pasowały do mojego wieku. Im jestem starsza tym czas szybciej leci. Gdy skończyłyśmy łazić po sklepach zrobiło się ciemno i poszłyśmy na najbliższy plac zabaw. Taak dobrze Widzicie... plac zabaw! Mimo tego jak to brzmi było naprawdę... wygodnie. Nie mam pojęcia czy w Waszych miastach są takie ogromne huśtawki pajęczyny, ale jeśli kojarzycie to wiecie, że są wygodne. Leżałam na tej pajęczynie jak na hamaku i powoli się bujałam, gadałyśmy z Blume i patrzyłyśmy na niebo, gwiazdy i księżyc. Trochę się powygłupiałyśmy i tak się śmiałyśmy, że ludzie pozamykali okna. Może jestem dziwna... Wróć! Na pewno jestem dziwna! Ale moje życie dzieli się od zawsze na 4 części: ciężki i depresyjny czas, nudny i ponury czas, rzadko szczęśliwy np. spędzany ze znajomymi i czas ciszy i spokoju, w którym nie myślę choć na chwilę o problemach i wszystkim co nie pozwala mi na więcej tego spokoju. Trwa on najkrócej, ale daje mi najwięcej siły na resztę czasu... Jeśli więc dla kogoś leżenie w nocy na huśtawce jest tym na co wygląda, dla mnie to czas ciszy i spokoju, który daję mi siłę na resztę nocy. Jeśli Widzicie tę różnicę to wiecie, że ten wieczór choć zwykły dla mnie był bardzo udany.
Nadszedł czas kiedy postanowiłyśmy wrócić do domów i rozeszłyśmy się na łączeniu dróg do naszych bloków. Liczyłam na spokojny powrót do domu, przeliczyłam się. Moja klatka jest praktycznie na końcu bloku, przed nią znajduje się jeszcze kilka i gdy znalazłam się przy pierwszej, zobaczyłam tłumy pod moją i wiedziałam, że nie będzie z tego nic dobrego. Szłam bardzo wolno przyglądając się dokładniej kto tam stoi, gdy znalazłam się przy trzeciej klatce zobaczyłam w ciemnościach (nie mam pojęcia kiedy naprawią lampkę pod moją klatką) skórzane kurtki, ciężkie wielkie buty i zarys kija bejsbolowego. Naliczyłam co najmniej 13 mężczyzn. Zrobiłam szybki zwrot i obeszłam blok dookoła. Poszłam pod mój balkon i zaczęłam wdrapywać się po barierkach gdy nagle usłyszałam za plecami głos ,,co ty do cholery robisz?,,. Wystraszona spadłam z barierek ale na szczęście przytrzymałam się ręką i wylądowałam na nogach. Gdy się odwróciłam zobaczyłam mojego sąsiada z 4 piętra, chyba jest starszy o rok, jakoś za sobą nie przepadamy.
- Jeeezu... zwariowałeś, zawału bym dostała!- krzyknęłam nadal przerażona.
- Przepraszam nie wiedziałem, że to ty, widziałem tylko jak wdrapujesz się na balkon.- mówił śmiejąc się między słowami.
- Gdzie ty stałeś?- zapytałam rozglądając się wokół.
- Obok drzewa, minęłaś mnie.- powiedział śmiejąc się jeszcze bardziej.
- Aaa ok... czemu tu stoisz?- zapytałam zdezorientowana.
- A czemu ty tu przyszłaś i włamujesz się na własny balkon?- zapytał jakby odpowiedź była najoczywistsza na świecie.
- Bo przed naszą klatką stoi jakiś napakowany gang motocyklistów z bejsbolami?- powiedziałam z pewnością siebie.
- No właśnie dlatego tu stoję...
Ostatecznie sytuacja zakończyła się wejściem na mój balkon, pukaniem w szybę, wytłumaczeniem mamie co się tak właściwie dzieje i wypuszczeniem chłopaka drzwiami na klatkę. Z tego co wiem sąsiadka z klatki obok wezwała policję, ale zanim przyjechali tych typów już nie było. Policja znalazła pod ławką woreczek narkotyków i zakrwawione chusteczki, nie mam pojęcia co działo się tego wieczoru, ale zdecydowanie to miasto już nie jest spokojne i bezpieczne.
~Liv
Aa no i godzina... mój sprzęt ostatnio się buntuje, chyba trochę go przegrzewam oglądając seriale w łóżku. :D
Doszłam do wniosku, że nie będę po raz 6 opowiadać Wam mojej codzienności, pobudek i poranków, które różnią się jedynie godziną czy sposobem w jaki się obudziłam. Zwłaszcza, że wczoraj nie działo się nic wartego opisywania. Miałam korepetycje z matematyki, które cholernie się dłużyły i z dwóch godzin robiły się dni... Malowałam trochę, oglądałam serial i załatwiałam ważne sprawy.
Przejdę do wczorajszych wydarzeń z wieczora, około godziny 18 (może trochę po) wyszłam z Bume i chodziłyśmy po różnych sklepach uświadamiając sobie jak niewiele czasu pozostało do zakończenia wakacji, sama nie wiem jak to się stało, ale na pewno nie były to moje najlepsze wakacje. Oglądając te wszystkie przybory i zeszyty uświadomiłam sobie jak ,,stara,, już jestem. Jeszcze nie dawno mogłabym kupić to wszystko, a teraz nie wydaję mi się żeby te rzeczy pasowały do mojego wieku. Im jestem starsza tym czas szybciej leci. Gdy skończyłyśmy łazić po sklepach zrobiło się ciemno i poszłyśmy na najbliższy plac zabaw. Taak dobrze Widzicie... plac zabaw! Mimo tego jak to brzmi było naprawdę... wygodnie. Nie mam pojęcia czy w Waszych miastach są takie ogromne huśtawki pajęczyny, ale jeśli kojarzycie to wiecie, że są wygodne. Leżałam na tej pajęczynie jak na hamaku i powoli się bujałam, gadałyśmy z Blume i patrzyłyśmy na niebo, gwiazdy i księżyc. Trochę się powygłupiałyśmy i tak się śmiałyśmy, że ludzie pozamykali okna. Może jestem dziwna... Wróć! Na pewno jestem dziwna! Ale moje życie dzieli się od zawsze na 4 części: ciężki i depresyjny czas, nudny i ponury czas, rzadko szczęśliwy np. spędzany ze znajomymi i czas ciszy i spokoju, w którym nie myślę choć na chwilę o problemach i wszystkim co nie pozwala mi na więcej tego spokoju. Trwa on najkrócej, ale daje mi najwięcej siły na resztę czasu... Jeśli więc dla kogoś leżenie w nocy na huśtawce jest tym na co wygląda, dla mnie to czas ciszy i spokoju, który daję mi siłę na resztę nocy. Jeśli Widzicie tę różnicę to wiecie, że ten wieczór choć zwykły dla mnie był bardzo udany.
Nadszedł czas kiedy postanowiłyśmy wrócić do domów i rozeszłyśmy się na łączeniu dróg do naszych bloków. Liczyłam na spokojny powrót do domu, przeliczyłam się. Moja klatka jest praktycznie na końcu bloku, przed nią znajduje się jeszcze kilka i gdy znalazłam się przy pierwszej, zobaczyłam tłumy pod moją i wiedziałam, że nie będzie z tego nic dobrego. Szłam bardzo wolno przyglądając się dokładniej kto tam stoi, gdy znalazłam się przy trzeciej klatce zobaczyłam w ciemnościach (nie mam pojęcia kiedy naprawią lampkę pod moją klatką) skórzane kurtki, ciężkie wielkie buty i zarys kija bejsbolowego. Naliczyłam co najmniej 13 mężczyzn. Zrobiłam szybki zwrot i obeszłam blok dookoła. Poszłam pod mój balkon i zaczęłam wdrapywać się po barierkach gdy nagle usłyszałam za plecami głos ,,co ty do cholery robisz?,,. Wystraszona spadłam z barierek ale na szczęście przytrzymałam się ręką i wylądowałam na nogach. Gdy się odwróciłam zobaczyłam mojego sąsiada z 4 piętra, chyba jest starszy o rok, jakoś za sobą nie przepadamy.
- Jeeezu... zwariowałeś, zawału bym dostała!- krzyknęłam nadal przerażona.
- Przepraszam nie wiedziałem, że to ty, widziałem tylko jak wdrapujesz się na balkon.- mówił śmiejąc się między słowami.
- Gdzie ty stałeś?- zapytałam rozglądając się wokół.
- Obok drzewa, minęłaś mnie.- powiedział śmiejąc się jeszcze bardziej.
- Aaa ok... czemu tu stoisz?- zapytałam zdezorientowana.
- A czemu ty tu przyszłaś i włamujesz się na własny balkon?- zapytał jakby odpowiedź była najoczywistsza na świecie.
- Bo przed naszą klatką stoi jakiś napakowany gang motocyklistów z bejsbolami?- powiedziałam z pewnością siebie.
- No właśnie dlatego tu stoję...
Ostatecznie sytuacja zakończyła się wejściem na mój balkon, pukaniem w szybę, wytłumaczeniem mamie co się tak właściwie dzieje i wypuszczeniem chłopaka drzwiami na klatkę. Z tego co wiem sąsiadka z klatki obok wezwała policję, ale zanim przyjechali tych typów już nie było. Policja znalazła pod ławką woreczek narkotyków i zakrwawione chusteczki, nie mam pojęcia co działo się tego wieczoru, ale zdecydowanie to miasto już nie jest spokojne i bezpieczne.
~Liv
Komentarze
Prześlij komentarz