CoDziennik #7
Heja, mój dzisiejszy dzień opierał się na siedzeniu w domu i graniu w simsy, i opisywanie tego by nie miało najmniejszego sensu, dlatego opiszę mój wczorajszy dzień, który był myślę trochę ciekawszy. Dobra, let's go! :P
Obudziłam się jak zwykle z samego rana. Mój poranek polegał na czytaniu książki, piciu mrożonej już kawy i unikaniu mamy, żeby tylko nie iść na dwór z psem. Niestety, to ostatnie się nie udało. Ubrałam szarą sukienkę, bo leżała na samej górze mojego ładnego stosiku ubrań na krześle. Wyszłam z Lilly, no i oczywiście musiało się odbyć każdowyjściowe obszczekania psa, którego nie było, na balkonie obok. W momencie, w którym wracałam, spotkałam klientki mojej mamy, które właśnie do niej szły (mama jest kosmetyczką). Starsza Pani wydała mi się bardzo podobna do mojej cioci, dlatego nie wiedziałam czy powiedzieć "dzień dobry", czy "cześć"... Nagle dostałam takiego zaćmienia, nie wiem dlaczego, zrobiło mi się ciemno przed oczami, nie pamiętam w ogóle drogi od wejścia do bloku, przez windę i odzyskałam świadomość dopiero chwilę potem, kiedy wróciłam do domu. Nie zemdlałam ani nic, tak nagle po prostu mi się zrobiło.
Umyłam się, zrobiłam śniadanie, zapomniałam o mojej wodzie z cytryną i dopiero teraz sobie to uświadomiłam... nieważne. W międzyczasie kurier przyniósł mój nowy telefon, od razu zabrałam się do ustawiania go. Kiedy klientki poszły, pojechałam z mamą i z bratem do lekarza. Brat szedł do laryngologa i miał być pierwszy, ale oni tam pewnie odwrócili karty do góry nogami. Tu się pojawia powiedzenie "ostatni będą pierwszymi". Siedzieliśmy tam 4 godziny. Myślałam, że zaraz stamtąd wyjdę, bo nie miałam siły już tam być. Ale pojechałam tylko dlatego, że potem pojechaliśmy na kebaba. Nie przepadam, ale jak nie ma nic w domu na obiad, no to trzeba. Wróciliśmy do domu i nagle mama mi oznajmia:
-Zaraz przyjdzie taka moja klientka z synem rok młodszym od Ciebie. Może będzie Cię podrywał...
-Co? Jak to, i ja będę musiała z nim siedzieć i gadać? Mam nadzieję, że nie chcesz mnie z nim zeswatać, ja już mam chłopaka!- odpowiedziałam czując, jak ogromna fala stresu na mnie opada od głowy aż po stopy. Na trzęsących się nogach poszłam do pokoju przemyśleć jak to ma wyglądać, bo nienawidzę, kiedy ktoś do mnie przychodzi i to ja mam tego kogoś zajmować. Co innego, jak przychodzi do mnie Liv. Wtedy już automatycznie włączam komputer. Trochę się uspokoiłam, ale kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi cały stres powrócił do mnie ze zdwojoną siłą. Miałam cień nadziei, że on jednak nie przyjdzie, ale kiedy zobaczyłam go w progu mojego pokoju ze swoją kuzynką, uznałam, że jest jeszcze gorzej niż myślałam. Na początku wymieniliśmy kilka zdań, ale po kilkunastu minutach, dziewczyna wyszła i zostałam sama z tym chłopakiem i wtedy już się nie zatrzymywaliśmy w gadaniu i śmianiu się. Wtedy się zorientowałam, że dużo łatwiej jest rozmawiać z chłopakiem niż z dziewczyną, jeszcze z takim, który ma podobne zainteresowania. Nie poczułam tego przy moim chłopaku, ponieważ to zupełnie inna sytuacja i na początku naszej znajomości przez ok. rok po prostu pisaliśmy do siebie, czasami dzwoniliśmy. Dlatego było łatwiej na naszym pierwszym spotkaniu, bo się już po prostu znaliśmy. Chłopak opowiadał jak się uczy trików na rowerze, jak próbował poderwać dziewczynę i jak bardzo nie umie tworzyć "ładnych" simek w The Sims. Ja zaś opowiadałam mu swoje historie i opowieści z mojej gry.
Goście siedzieli może z 2 godziny? Nawet sama nie wiem, ale około tyle mamie zajmuje zrobienie manicure, a w dodatku miała jeszcze pedicure. Kiedy się zbierali do wyjścia, jego mama ostatnim swoim zdaniem trafiła w idealny moment i osoby w pomieszczeniu:
-No patrz Gosia, po kim ta Twoja Oliwia ma takie ładne piersi?- po usłyszeniu tego stwierdzenia zrobiłam minę, która pewnie idealnie opisywała moje odczucia. Popatrzyłam na chłopaka, a on się uśmiechał inaczej niż przedtem... Zaczęłam być przerażona i chciałam jak najszybciej schować się w swoim pokoju. Jak na złość on wyszedł ostatni, żeby się ze mną pożegnać. Kiedy tylko wyszli i usłyszałam przez drzwi dźwięk odjeżdżającej windy, wydałam z siebie głośny, i przeciągły dźwięk, którego u siebie jeszcze nie znałam, a jestem w tym mistrzynią. Żeby odreagować całą zaszłą sytuację udałam się do sklepu. wróciłam godzinę później, położyłam się i zasnęłam.
~Blume
Obudziłam się jak zwykle z samego rana. Mój poranek polegał na czytaniu książki, piciu mrożonej już kawy i unikaniu mamy, żeby tylko nie iść na dwór z psem. Niestety, to ostatnie się nie udało. Ubrałam szarą sukienkę, bo leżała na samej górze mojego ładnego stosiku ubrań na krześle. Wyszłam z Lilly, no i oczywiście musiało się odbyć każdowyjściowe obszczekania psa, którego nie było, na balkonie obok. W momencie, w którym wracałam, spotkałam klientki mojej mamy, które właśnie do niej szły (mama jest kosmetyczką). Starsza Pani wydała mi się bardzo podobna do mojej cioci, dlatego nie wiedziałam czy powiedzieć "dzień dobry", czy "cześć"... Nagle dostałam takiego zaćmienia, nie wiem dlaczego, zrobiło mi się ciemno przed oczami, nie pamiętam w ogóle drogi od wejścia do bloku, przez windę i odzyskałam świadomość dopiero chwilę potem, kiedy wróciłam do domu. Nie zemdlałam ani nic, tak nagle po prostu mi się zrobiło.
Umyłam się, zrobiłam śniadanie, zapomniałam o mojej wodzie z cytryną i dopiero teraz sobie to uświadomiłam... nieważne. W międzyczasie kurier przyniósł mój nowy telefon, od razu zabrałam się do ustawiania go. Kiedy klientki poszły, pojechałam z mamą i z bratem do lekarza. Brat szedł do laryngologa i miał być pierwszy, ale oni tam pewnie odwrócili karty do góry nogami. Tu się pojawia powiedzenie "ostatni będą pierwszymi". Siedzieliśmy tam 4 godziny. Myślałam, że zaraz stamtąd wyjdę, bo nie miałam siły już tam być. Ale pojechałam tylko dlatego, że potem pojechaliśmy na kebaba. Nie przepadam, ale jak nie ma nic w domu na obiad, no to trzeba. Wróciliśmy do domu i nagle mama mi oznajmia:
-Zaraz przyjdzie taka moja klientka z synem rok młodszym od Ciebie. Może będzie Cię podrywał...
-Co? Jak to, i ja będę musiała z nim siedzieć i gadać? Mam nadzieję, że nie chcesz mnie z nim zeswatać, ja już mam chłopaka!- odpowiedziałam czując, jak ogromna fala stresu na mnie opada od głowy aż po stopy. Na trzęsących się nogach poszłam do pokoju przemyśleć jak to ma wyglądać, bo nienawidzę, kiedy ktoś do mnie przychodzi i to ja mam tego kogoś zajmować. Co innego, jak przychodzi do mnie Liv. Wtedy już automatycznie włączam komputer. Trochę się uspokoiłam, ale kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi cały stres powrócił do mnie ze zdwojoną siłą. Miałam cień nadziei, że on jednak nie przyjdzie, ale kiedy zobaczyłam go w progu mojego pokoju ze swoją kuzynką, uznałam, że jest jeszcze gorzej niż myślałam. Na początku wymieniliśmy kilka zdań, ale po kilkunastu minutach, dziewczyna wyszła i zostałam sama z tym chłopakiem i wtedy już się nie zatrzymywaliśmy w gadaniu i śmianiu się. Wtedy się zorientowałam, że dużo łatwiej jest rozmawiać z chłopakiem niż z dziewczyną, jeszcze z takim, który ma podobne zainteresowania. Nie poczułam tego przy moim chłopaku, ponieważ to zupełnie inna sytuacja i na początku naszej znajomości przez ok. rok po prostu pisaliśmy do siebie, czasami dzwoniliśmy. Dlatego było łatwiej na naszym pierwszym spotkaniu, bo się już po prostu znaliśmy. Chłopak opowiadał jak się uczy trików na rowerze, jak próbował poderwać dziewczynę i jak bardzo nie umie tworzyć "ładnych" simek w The Sims. Ja zaś opowiadałam mu swoje historie i opowieści z mojej gry.
Goście siedzieli może z 2 godziny? Nawet sama nie wiem, ale około tyle mamie zajmuje zrobienie manicure, a w dodatku miała jeszcze pedicure. Kiedy się zbierali do wyjścia, jego mama ostatnim swoim zdaniem trafiła w idealny moment i osoby w pomieszczeniu:
-No patrz Gosia, po kim ta Twoja Oliwia ma takie ładne piersi?- po usłyszeniu tego stwierdzenia zrobiłam minę, która pewnie idealnie opisywała moje odczucia. Popatrzyłam na chłopaka, a on się uśmiechał inaczej niż przedtem... Zaczęłam być przerażona i chciałam jak najszybciej schować się w swoim pokoju. Jak na złość on wyszedł ostatni, żeby się ze mną pożegnać. Kiedy tylko wyszli i usłyszałam przez drzwi dźwięk odjeżdżającej windy, wydałam z siebie głośny, i przeciągły dźwięk, którego u siebie jeszcze nie znałam, a jestem w tym mistrzynią. Żeby odreagować całą zaszłą sytuację udałam się do sklepu. wróciłam godzinę później, położyłam się i zasnęłam.
~Blume
Komentarze
Prześlij komentarz