CoDziennik #2

Cześć, z tej strony Liv :p

Witam Was serdecznie w drugiej już części CoDziennika :D
Jakby nie patrzeć, dla mnie jest to pierwsza część, którą piszę więc spójrzcie na nią łaskawym okiem.
Mam nadzieję, że nie pogubicie się w tym, która z nas co pisze. Myślę, że to kwestia przyzwyczajenia ;P Tak więc zaczynajmy!

   Hej, jestem Liv. Mam 17 lat i od urodzenia mieszkam w małym miasteczku bez perspektyw na... cokolwiek, mimo wszystko przyzwyczaiłam się do tego miejsca i mieszka mi się tu w miarę dobrze. Prawda jest taka, że kompletnie nie ma co tutaj robić, ale na szczęście nie tkwię w tym sama.
   Obudził mnie głośny szelest papierowej torby... kot.
- Kisiek! - krzyknęłam, a dzwięk ustał dosłownie na sekundę. W tle mignął mi tylko dźwięk zamykania drzwi na klucz, mama wychodziła do pracy co oznaczało, że była 7:10. Wstałam z łóżka i wysunęłam szufladę komody stojącej obok, założyłam skarpetki, zabrałam kota z torby i niczym ,,zombie,, zaczęłam iść w stronę kuchni wydając z siebie dziwne dźwięki niezadowolenia z powodu wczesnej godziny. Przechodząc przez przedpokój napotkałam się na lustro, zatrzymałam się więc na chwilę w celu sprawdzenia mojego obecnego stanu wyglądu. Na mojej twarzy pojawiła się jedna z miliona nieznanych mi wcześniej min zdziwienia, co ewidentnie oznaczało, że nie jest za dobrze. Weszłam do kuchni. Babcia siedziała przy stole i czytała książkę, nie zdziwiła mnie godzina, o której wstała bo wiedziałam, że kładąc się przed 21:00 nie pośpi za długo.
-Jak się spało? -zapytała.
-Chyba dobrze, sama nie wiem. - odpowiedziałam, a babcia zaśmiała się i pokręciła głową.
Na stole stał mój kubek, w którym znajdowała się herbata z imbirem, cytryną i goździkami. 
Wypiłam herbatę i zrobiłam sobie śniadanie prowadząc w tym czasie ,,niezwykle ciekawą,, pogawędkę z babcią. Po zjedzeniu śniadania wykonałam kilka rutynowych czynności jak: uzupełnienie karmy i wody w misce kota, umycie włosów, zaścielenie łóżka, mycie zębów... Gdy skończyłam była już 9:50. Poszłam po głośnik do pokoju i włączyłam muzykę, a następnie zaczęłam się malować i suszyć włosy. 
Muzyka od niepamiętnych lat jest dla mnie czymś bez czego nie potrafię funkcjonować normalnie. Myślę, że spokojnie zajmuje ona połowę mojego dnia podczas wykonywania innych czynności. Tak na malowaniu się i suszeniu włosów minęła mi praktycznie godzina, przebrałam się i napisałam do znajomych, zwykle nim wszyscy wstaną i określą się co do spotkania mija sporo czasu i widzimy się około 13/14. Najszybciej odpisuje moja przyjaciółka, z którą prowadzę tego bloga bo jak można wywnioskować po pierwszym wpisie CoDziennika wstaje najwcześniej. Tak więc najczęściej widzę się z nią. Do naszego spotkania zostały 2 godziny, w tym czasie nastroiłam i wyczyściłam gitarę i zaczęłam ćwiczyć akordy. Nim się obejrzałam była już godzina naszego spotkania. 
   W wakacje dni lecą tak szybko, że nie pamiętam jaki jest dzień tygodnia. Gdy wróciłam do domu było już po 22. Zmęczona rzuciłam się na łóżko nie zauważając kota leżącego obok, który był oburzony faktem, że ktoś śmie zakłócać jego sen. Już miałam przebrać się w piżamę i zmyć makijaż kiedy zadzwonił mój przyjaciel i zaproponował spacer. Nie ukrywam, że moja pierwsza reakcja nie była zbyt dobra, ale ostatecznie wybraliśmy się na nocny spacer z czego ewidentnie zadowolone były komary mające żywą kolację. Gdy wróciłam włączyłam odcinek ukochanego serialu i tak skończył się mój dzień? Tak skończyła się moja noc! 

~Liv

Komentarze